Czyszczenie suchym lodem w zakładach spożywczych i piekarniach

Przemysł2026-09-05czas czytania: 8 min
Pracownik w goglach i ochronnikach słuchu czyści stalowy blat maszyny w zakładzie spożywczym, obok zabrudzony piec

W zakładzie spożywczym mycie wodą ma jedną wadę, o której mówi się rzadko: woda zostaje. W łożyskach przenośnika, pod taśmą, w profilach zamkniętych konstrukcji, w szczelinach obudowy. Wysycha powoli, a przez ten czas robi dokładnie to, czego plan higieny miał uniknąć. Metoda sucha ten problem usuwa u źródła, ale nie zastępuje dezynfekcji i warto od początku wiedzieć, gdzie przebiega ta granica.

Nasze usługi: Czyszczenie maszyn Kielce · Usuwanie pleśni Kielce

Wilgoć w zakamarkach jako główny problem mycia wodą

Linia produkcyjna nie jest gładką płytą, tylko konstrukcją pełną styków blach, profili, prowadnic i osłon. Woda pod ciśnieniem wchodzi w każde z tych miejsc bez trudu, natomiast wychodzi z nich powoli. Po zakończeniu mycia powierzchnie widoczne są suche, a w środku konstrukcji zostaje wilgoć, do której nikt nie ma wglądu.

To właśnie tam zaczynają się kłopoty: biofilm na trudno dostępnych powierzchniach, korozja stali w miejscach spawów, pleśń na obudowach w chłodniejszych częściach hali. Wyniki wymazów potrafią wtedy zaskoczyć, mimo że procedura mycia była wykonana zgodnie z zapisami. Problem nie leży w preparacie ani w załodze, tylko w medium.

Dochodzi jeszcze czas. Po myciu wodą linia nie wraca do produkcji, dopóki nie wyschnie i nie zostanie odebrana, a w zakładach pracujących na dwie zmiany to bywa najdroższa część całej procedury. Powierzchnia czyszczona granulatem jest sucha w chwili, gdy operator odkłada pistolet, więc odbiór można zrobić od razu.

Dwutlenek węgla a wymogi higieniczne zakładu

Medium czyszczące to ten sam gaz, którym nasyca się napoje i pakuje żywność w atmosferze ochronnej. Nie jest to substancja obca zakładowi spożywczemu ani nowa w tej branży. Nie zostawia po sobie filmu, osadu ani pozostałości do wykazania w dokumentacji, bo po prostu ulatuje w powietrze.

Praktyczne skutki widać w papierach. Do protokołu wpisuje się czyszczenie mechaniczne suchym lodem, bez użycia środków chemicznych, i na tym rozmowa z audytorem zwykle się kończy. Nie dochodzą karty charakterystyki, nie ma pytania o skuteczność spłukiwania ani o pozostałości preparatu na powierzchniach mających kontakt z żywnością.

Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy, którą traktujemy poważnie. Gaz jest cięższy od powietrza i gromadzi się przy posadzce oraz w zagłębieniach, więc przy pracy w pomieszczeniach zamkniętych, komorach i kanałach wymuszamy wentylację i kontrolujemy stężenie. W chłodni z wyłączonym obiegiem powietrza to nie jest formalność, tylko warunek rozpoczęcia pracy.

Piekarnie: przypalony tłuszcz na blachach i w piecach

Piekarnia to nasz najczęstszy klient z tej branży i nietrudno zgadnąć dlaczego. Tłuszcz na blachach, formach, wózkach i wewnątrz pieca po kilkuset cyklach zamienia się w twardą, przypaloną powłokę, której nie ruszy żaden preparat. Szorowanie zabiera godziny, a przy formach grozi uszkodzeniem powłoki nieprzywierającej.

Zimno działa tu wyjątkowo dobrze, bo przypalona warstwa jest krucha i traci przyczepność szybciej niż tłuszcz świeży. Blachy i formy czyścimy zwykle poza cyklem produkcji, a wnętrza pieców i komór po ich wystudzeniu. Wózki, prowadnice i taśmy robimy przy okazji, bo tam osad zbiera się równie chętnie.

Osobny temat to okapy i kanały wyciągowe nad piecami oraz smażalnikami. Warstwa tłuszczu w kanale to nie tylko kwestia higieny, ale i realne zagrożenie pożarowe, o czym przypomina każda kontrola. Metoda sucha ma tu przewagę, bo nie wprowadza do kanału wody ani preparatu, które trzeba by potem stamtąd usuwać.

Jedno zastrzeżenie dotyczy pieców z powłokami wewnętrznymi i uszczelnieniami drzwi. Materiały uszczelniające bywają stare i kruche, a zimno im nie służy, więc takie elementy albo osłaniamy, albo omijamy. Przed pierwszym zabiegiem przechodzimy przez piec razem z serwisantem obiektu i ustalamy, czego strumień ma nie dotykać. Kilkanaście minut takiej rozmowy oszczędza potem wymiany uszczelki w środku sezonu.

Wędzarnie, zakłady mięsne i chłodnie

W wędzarni na ścianach komór, na wózkach i na prowadnicach osadza się smoła wędzarnicza: warstwa lepka, ciemna i wyjątkowo uparta. Preparaty alkaliczne działają, ale wymagają czasu kontaktu, spłukiwania i utylizacji ścieku. Granulat zdejmuje ją mechanicznie, a komora po zabiegu jest sucha i gotowa do dezynfekcji.

W zakładach mięsnych i przetwórniach dochodzi osad tłuszczowo-białkowy na przenośnikach, podajnikach i konstrukcjach nośnych. Zapieczony pod wpływem ciepła zachowuje się jak lakier i po prostu nie ustępuje przed standardowym myciem. Chłodnie to z kolei osobna kategoria zleceń, bo tam woda jest wykluczona z definicji: każdy litr zamienia się w szron na parownikach i lód na posadzce.

W przechowalniach owoców i warzyw najczęściej wołają nas do konstrukcji z nalotem pleśniowym oraz do wentylatorów i kanałów. Zabieg wykonujemy między sezonami, gdy komory stoją puste, i wtedy da się objąć nim całe pomieszczenie razem z sufitem technicznym. Efekt trzyma się do kolejnego sezonu, o ile nie ma stałego źródła wilgoci w budynku.

Jak wpiąć taki zabieg w plan higieny zakładu

Najsensowniej traktować go jako czyszczenie okresowe, wykonywane rzadziej niż mycie bieżące, ale regularnie. Codzienne mycie zostaje po stronie załogi i preparatów, a my wchodzimy tam, gdzie osad zdążył się utrwalić i gdzie standardowa procedura nie sięga. Taki podział działa lepiej niż wzywanie ekipy dopiero po niepokojącym wyniku badań.

Termin ustala się zwykle na przerwę technologiczną, przegląd albo weekend, kiedy linia i tak stoi. Czyszczenie maszyn i konstrukcji w zakładzie spożywczym wymaga przy tym więcej ustaleń niż w zwykłej hali: trzeba osłonić lub usunąć produkt, uzgodnić drogi wejścia i zaplanować dezynfekcję po naszym wyjściu. Zadzwoń pod 505 646 757 i opisz obiekt, a przejdziemy przez to punkt po punkcie.

Przed pierwszym wejściem proponujemy zwykle próbę na jednym urządzeniu, najlepiej tym najbardziej zapuszczonym. Pokazuje ona dwie rzeczy: ile czasu zajmuje realne zdjęcie osadu w twoich warunkach i czy efekt odpowiada oczekiwaniom osoby odpowiedzialnej za higienę. Dopiero po takiej próbie rozmawiamy o objęciu zabiegiem całej hali, bo wtedy obie strony wiedzą, o czym mowa.

Masz taki przypadek u siebie? Opisz go przez telefon, a powiemy, co da się zrobić i ile to zajmie. Wycena jest bezpłatna.

Zadzwoń: 505 646 757

Czyszczenie to nie dezynfekcja i nie udajemy inaczej

Zabieg usuwa osad, biofilm i zabrudzenia z powierzchni, natomiast nie deklarujemy działania biobójczego i nie wystawiamy dokumentów, które by to sugerowały. Jeżeli plan higieny przewiduje dezynfekcję, wykonuje się ją po naszym czyszczeniu, zgodnie z przyjętą w zakładzie procedurą. Nic w tym niezwykłego, tak samo działa każde czyszczenie mechaniczne.

Ta kolejność ma zresztą swoją logikę i zwykle poprawia wynik. Preparat naniesiony na powierzchnię czystą i suchą dociera tam, gdzie ma działać, zamiast zużywać się na rozpuszczanie warstwy brudu. Zakłady, które porównywały zużycie środków przed i po wprowadzeniu takiego układu, zwykle notują różnicę na swoją korzyść.

Podobnie ostrożnie podchodzimy do pleśni. Usuwanie pleśni z konstrukcji, sufitów i obudów w chłodniach robimy chętnie i skutecznie zdejmujemy grzybnię z powierzchni, ale bez naprawy przyczyny wilgoci problem wróci. Przy takich zleceniach pytamy najpierw o mostki termiczne, nieszczelności i wentylację, bo bez tego sam zabieg jest tylko odroczeniem.

Co zostaje w dokumentacji po zakończeniu prac

Standardowo przekazujemy protokół z zakresem prac, datą, użytym medium oraz dokumentacją fotograficzną przed i po. Zdjęcia okazują się przy audytach najbardziej przydatną częścią, bo pokazują stan urządzeń w konkretnym dniu i nie wymagają wiary na słowo. Format protokołu dostosowujemy do wzorów obowiązujących w zakładzie.

W protokole wpisujemy również to, czego nie zrobiliśmy i dlaczego. Miejsca niedostępne bez demontażu, elementy wyłączone ze strumienia na życzenie technologa, powierzchnie, na których osad nie zszedł całkowicie. To nieprzyjemna część dokumentu, ale bez niej nikt nie wie, gdzie szukać, gdy wynik wymazu okaże się zły.

Ostatnia pozycja dotyczy odpadu. Zdjęty osad zbieramy odkurzaczem przemysłowym do worków i zostawiamy do przekazania zgodnie z zakładową procedurą gospodarki odpadami. Nie powstaje ściek ani zużyte ścierniwo, więc lista strumieni odpadowych po naszej wizycie jest krótka, ale sam obowiązek klasyfikacji pozostaje po stronie zakładu.

Najczęstsze pytania

Czy metoda jest dopuszczona do stosowania przy żywności?

Dwutlenek węgla jest gazem powszechnie stosowanym w produkcji i pakowaniu żywności, a zabieg nie zostawia na powierzchniach żadnych pozostałości. W dokumentacji opisuje się go jako czyszczenie mechaniczne bez użycia środków chemicznych. Decyzja o dopuszczeniu konkretnej procedury zawsze należy do osoby odpowiedzialnej za higienę w zakładzie.

Czy linia po czyszczeniu musi schnąć przed uruchomieniem?

Nie, i to jedna z głównych przewag tej metody. Powierzchnia jest sucha w momencie zakończenia pracy, więc odbiór i ewentualną dezynfekcję można wykonać od razu. Zaoszczędzony czas bywa liczony w godzinach, zwłaszcza przy konstrukcjach, w których woda potrafi utrzymywać się przez całą zmianę.

Czy trzeba wynosić produkt z pomieszczenia?

Produkt ze strefy pracy usuwamy albo szczelnie osłaniamy, bo zdejmowany osad musi gdzieś opaść. Zakres tych działań ustalamy z osobą odpowiedzialną za higienę przed rozpoczęciem prac. Samo medium czyszczące nie stanowi zagrożenia dla żywności, natomiast brud odspojony z powierzchni jak najbardziej.

Czy da się czyścić komorę chłodniczą bez jej rozmrażania?

Zwykle tak, i właśnie dlatego chłodnie po nas dzwonią. Metoda nie wprowadza wody, więc nie tworzy dodatkowego szronu ani lodu na parownikach. Trzeba natomiast zadbać o wentylację pomieszczenia, bo w zamkniętej komorze z wyłączonym obiegiem powietrza gaz gromadzi się przy posadzce i wymaga kontroli stężenia.

Czy zdejmiecie przypalony tłuszcz z form o powłoce nieprzywierającej?

Zwykle tak, przy obniżonych nastawach i po próbie na jednej sztuce. Powłoki w dobrym stanie znoszą zabieg bez uszczerbku, natomiast te już zużyte i odparzone mogą schodzić razem z osadem. Przy formach o dużej wartości zaczynamy zawsze od jednej próbki, którą oglądacie przed decyzją o całej partii.

Jak często powtarzać takie czyszczenie?

Zależy od intensywności produkcji i rodzaju osadu, więc jednej reguły nie ma. Praktyczna wskazówka jest taka: jeżeli załoga potrzebuje coraz więcej czasu na standardowe mycie albo osad zaczyna być widoczny mimo procedur, termin już nadszedł. Wiele zakładów umawia się na stały rytm dwa lub trzy razy w roku.

Czy zabieg jest głośny i czy przeszkodzi sąsiadom obiektu?

Dysza pracuje głośno, na poziomie porównywalnym ze szlifierką kątową, więc w strefie obowiązują ochronniki słuchu. W zakładach położonych blisko zabudowy mieszkalnej planujemy prace w godzinach dziennych albo uzgadniamy termin z obiektem. W praktyce hałas rzadko bywa problemem, bo hale produkcyjne i tak nie należą do cichych.

Co z tego wynika

W zakładzie spożywczym największą wartością tej metody nie jest sam efekt czyszczenia, tylko to, czego po niej nie ma: wody w zakamarkach konstrukcji, preparatu do wykazania w dokumentacji i godzin czekania na wyschnięcie linii. Sprawdza się szczególnie przy przypalonym tłuszczu, smole wędzarniczej i osadach, których standardowe mycie nie zdejmuje. Nie zastępuje jednak dezynfekcji i nie rozwiąże problemu wilgoci w budynku, więc traktujmy ją jako jeden etap procedury, a nie jako całą procedurę.

Przeczytaj też

Skorzystaj z naszych usług