Czyszczenie linii produkcyjnych bez zatrzymywania całego zakładu
Rozmowa z utrzymaniem ruchu zaczyna się zwykle od zdania, że linia nie może stanąć. To nie jest wymówka, tylko realia zakładu pracującego na trzy zmiany, gdzie każda godzina przestoju ma swoją cenę w tonach nieprodukowanego wyrobu. Dobra wiadomość jest taka, że przy metodzie suchej postój da się zwykle ograniczyć do jednego stanowiska i do godzin, w których i tak nic się nie dzieje. Gorsza: nie zawsze i nie wszędzie.
Skąd wziąć okno serwisowe, którego nikt nie ma
W większości zakładów okno istnieje, tylko nikt go tak nie nazywa. To zmiana narzędzia, przezbrojenie, przerwa między partiami, przegląd okresowy, sobota po nocnej zmianie. Zamiast negocjować osobny przestój, wpinamy się w to, co już jest w harmonogramie. Przy takim podejściu rozmowa z planistą produkcji przestaje być walką o kilka godzin.
Drugie źródło to postoje wymuszone. Awaria jednej maszyny często zatrzymuje odcinek linii na kilka godzin, w czasie których reszta stoi bezczynnie. Zakłady, które mają z nami stały kontakt, wykorzystują takie sytuacje i dzwonią z dnia na dzień. Nie zawsze jesteśmy w stanie przyjechać od ręki, ale przy wolnym terminie zdarza się to częściej, niż mogłoby się wydawać.
Trzecia droga to podział roboty na etapy. Zamiast czyścić całą linię za jednym razem, dzielimy ją na odcinki i wchodzimy kilka razy, za każdym razem na krótko. Wychodzi drożej w sumie godzin, ale bywa jedynym układem, na który produkcja się zgadza. Decyzję zostawiamy klientowi, po przedstawieniu obu wariantów.
Praca strefowa, czyli jedno stanowisko stoi, reszta idzie
Zasada jest prosta: wygradzamy kilka metrów wokół czyszczonego urządzenia, a linia poza tą strefą pracuje normalnie. Wygrodzenie to taśma ostrzegawcza, w razie potrzeby kurtyna z folii, oraz uzgodnienie z brygadzistą, kto może wchodzić do środka. Ludzie pracujący w pobliżu dostają ochronniki słuchu, bo dysza jest głośna jak szlifierka kątowa.
Taki układ jest możliwy dzięki jednej właściwości metody: nie powstaje pył ścierny. Przy piaskowaniu ziarno rozlatuje się po całej hali, wchodzi w prowadnice sąsiednich maszyn i osiada na produkcie, więc pracę trzeba odgradzać szczelnie albo w ogóle wyłączać otoczenie. Tutaj poza strefę wylatuje co najwyżej trochę drobin zdjętego osadu, a te zbiera odkurzacz przemysłowy.
W praktyce najczęściej pracujemy tak przy przenośnikach, wentylatorach, prasach i szafach sterowniczych. Czyszczenie maszyn w takim trybie wymaga trochę więcej ustaleń niż wejście na pustą halę, ale różnica w kosztach postoju rekompensuje to z nawiązką. Warunek jest jeden: ktoś z zakładu musi odpowiadać za wyłączenie i zabezpieczenie czyszczonego urządzenia.
Co dzieje się z produktem stojącym obok
To pytanie pada zawsze w zakładach, gdzie wyrób jest wrażliwy: żywność, opakowania, elementy lakierowane, elektronika. Odpowiedź zależy od tego, jak daleko stoi i co czyścimy. Przy pracy nad zaolejonym przenośnikiem odpryski brudu potrafią lecieć na kilka metrów, więc produkt zabezpieczamy albo prosimy o jego usunięcie ze strefy.
Samo medium czyszczące nie stanowi problemu, bo dwutlenek węgla ulatuje i nie zostawia śladu na powierzchniach. Gaz jest natomiast cięższy od powietrza i zbiera się przy posadzce, dlatego przy pracy w kanałach, w zagłębieniach i przy zamkniętych przestrzeniach wymuszamy wentylację i kontrolujemy stężenie. W hali z działającym wywiewem sprawa jest prosta.
Zostaje jeszcze kwestia hałasu, którego nie da się wyeliminować. W zakładach z otwartą przestrzenią biurową przy hali albo w obiektach, gdzie obok pracują ludzie bez ochrony słuchu, planujemy zabieg poza godzinami ich pracy. To zwykle wystarcza, żeby nikt nie zgłosił skargi, a temat wraca rzadziej, niż można by przypuszczać.
Noc, weekend czy postój remontowy: co się kiedy opłaca
Wybór terminu wpływa na cenę i na wynik, więc rozmawiamy o nim przed wyceną, a nie po. Poniżej pięć układów, które spotykamy najczęściej, z ich mocnymi i słabymi stronami. Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi, bo wszystko zależy od tego, ile kosztuje godzina przestoju w konkretnym zakładzie.
Jeden wniosek powtarza się jednak w każdym z tych wariantów. Im wcześniej zaplanowany termin, tym większa swoboda w doborze zakresu i tym mniejsze ryzyko, że po drodze coś się posypie. Zakłady, które wpisują czyszczenie do rocznego planu remontowego, płacą mniej i dostają lepszy efekt niż te, które dzwonią w środę z prośbą o wejście w piątek. Awaryjne wejścia robimy, ale traktujemy je jako wyjątek, a nie sposób pracy.
| Termin | Za czym przemawia | Co utrudnia |
|---|---|---|
| Przezbrojenie w ciągu dnia | okno już istnieje, brak dopłat | krótko, robimy tylko fragment |
| Nocna zmiana | hala pusta, pełna swoboda pracy | wyższa stawka, mniej ludzi zakładu |
| Weekend | czas na całą linię za jednym razem | trzeba zapewnić nadzór i dostęp |
| Postój remontowy | najlepszy efekt, dostęp do wszystkiego | termin ustalany z dużym wyprzedzeniem |
| Awaryjne wejście | wykorzystanie wymuszonego postoju | zależy od naszej dostępności |
Jak zaplanować zabieg razem z utrzymaniem ruchu
Najlepiej działa schemat, w którym przed pierwszą robotą przechodzimy linię z osobą z utrzymania ruchu i spisujemy trzy rzeczy: co czyścimy, czego strumień ma nie dotykać i kto potwierdza wyłączenie. Taki spacer zajmuje pół godziny i oszczędza potem godziny nieporozumień. Przy okazji widzimy dostępy, zasilanie i miejsca, w których trzeba postawić osłony.
Potem umawiamy próbę na fragmencie, najlepiej na tym najbardziej zabrudzonym odcinku. Ona daje odpowiedź na pytanie, ile realnie schodzi w jednostce czasu, a więc ile potrwa całość i czy zmieści się w oknie serwisowym. Dopiero po tym rozmawiamy o terminie i zakresie. Zadzwoń pod 505 646 757, a umówimy taki przegląd u ciebie w hali, bez zobowiązań co do dalszych prac.
Przy stałej współpracy schemat upraszcza się jeszcze bardziej. Po pierwszym wejściu znamy już linię, dostępy i procedury zakładu, więc kolejne terminy ustala się jednym telefonem. Część zakładów wpisuje nas na stałe do planu przeglądów, na przykład dwa razy w roku, i wtedy zabieg trwa krócej, bo osad nie zdąży narosnąć. To najtańszy sposób utrzymania linii w stanie, w którym niczego nie trzeba ratować.
Masz taki przypadek u siebie? Opisz go przez telefon, a powiemy, co da się zrobić i ile to zajmie. Wycena jest bezpłatna.
Zadzwoń: 505 646 757Formalności, które potrafią zjeść pół dnia
W dużych zakładach czas na przepustki, instruktaż stanowiskowy i podpisanie procedur bywa dłuższy niż samo czyszczenie. Nie da się tego pominąć, da się natomiast załatwić z wyprzedzeniem. Dane osób i sprzętu wysyłamy zwykle na kilka dni przed terminem, żeby pierwszego dnia nie stać przy bramie z papierami.
Do tego dochodzą pozwolenia na prace: zgoda na pracę w strefie zagrożenia, dopuszczenie do urządzeń elektrycznych, procedura blokady i oznakowania. Znamy te wymagania i traktujemy je poważnie, bo przy pracy przy czynnym zakładzie to nie jest biurokracja dla samej biurokracji. Jeżeli u ciebie obowiązuje własny wzór dokumentów, prześlij go wcześniej.
Trzeci wątek to koordynacja z innymi ekipami. Przy postoju remontowym po hali chodzi zwykle kilka firm naraz i bez ustalonej kolejności robi się bałagan. Nasza rola jest w tym łańcuchu zwykle wczesna: czyścimy, żeby inni widzieli, na czym pracują. Przy okazji dużych remontów robimy czasem także czyszczenie elewacji hali, gdy rusztowanie i tak stoi.
Kiedy uczciwiej powiedzieć, że linia musi stanąć
Są sytuacje, w których praca strefowa nie ma sensu i mówimy o tym wprost. Pierwsza to linie ciasno zabudowane, gdzie nie da się wygrodzić strefy bez zatrzymania sąsiednich stanowisk, bo wszystko dzieli jedna obudowa. Druga to obiekty, w których zdejmowany brud jest sam w sobie problemem, na przykład osad z substancjami niebezpiecznymi wymagający pełnego wygrodzenia i wyprowadzenia ludzi.
Trzecia sytuacja dotyczy urządzeń, których nie wolno czyścić w ruchu ani obok ruchu. Napędy z odsłoniętymi elementami wirującymi, rozdzielnie pod napięciem, instalacje ciśnieniowe. Tam obowiązuje wyłączenie i dopuszczenie zgodnie z procedurą zakładu, a każde odstępstwo od tego jest gorsze niż stracona zmiana produkcyjna.
Ostatni przypadek jest najbardziej prozaiczny: zabrudzenie tak rozległe, że zabieg wykracza poza jakiekolwiek okno serwisowe. Linia zaniedbana przez pięć lat nie da się wyczyścić w sobotę i obiecywanie tego byłoby oszustwem. Wtedy proponujemy podział na etapy albo wpięcie prac w najbliższy planowany przestój.
Wolimy powiedzieć to na etapie wyceny niż w nocy z soboty na niedzielę, kiedy okazuje się, że zrobiliśmy trzecią część zakresu, a rano ma ruszyć produkcja. Taka sytuacja kończy się źle dla obu stron, więc szacunki podajemy raczej ostrożnie. Jeżeli mamy wątpliwości, czy zdążymy, mówimy o tym wprost i proponujemy zakres, którego jesteśmy pewni, z opcją rozszerzenia, gdy praca pójdzie szybciej.
Najczęstsze pytania
Czy naprawdę można czyścić, gdy sąsiednie maszyny pracują?
Tak, pod warunkiem wygrodzenia strefy i zgody służb zakładu. Nie powstaje pył ścierny, który mógłby dostać się w prowadnice pracujących urządzeń, więc główne ryzyko odpada. Poza strefą wylatują co najwyżej drobiny zdjętego osadu, a te zbieramy odkurzaczem przemysłowym po zakończeniu pracy.
Czy czyszczone urządzenie musi być wyłączone?
Musi i tu nie ma miejsca na wyjątki. Pracujemy na urządzeniach wyłączonych, zablokowanych i potwierdzonych przez obsługę zakładu, zgodnie z obowiązującą procedurą. Sama metoda jest sucha i nieprzewodząca, ale to nie zmienia zasad bezpieczeństwa przy elementach ruchomych i instalacjach pod napięciem.
Ile trwa czyszczenie typowego przenośnika?
Bez obejrzenia obiektu każda liczba byłaby zgadywaniem, bo o czasie decyduje długość, dostęp i grubość osadu. Dlatego przed wyceną robimy próbę na kilku metrach: mierzymy, ile schodzi w jednostce czasu, i dopiero z tego liczymy całość. Ta metoda szacowania sprawdza się znacznie lepiej niż wyceny ze zdjęć.
Pracujecie w nocy i w weekendy?
Tak, i to spora część naszych robót przemysłowych. Harmonogram układamy pod produkcję klienta, więc wejścia między piątkiem wieczorem a poniedziałkiem rano są u nas czymś normalnym. Praca poza standardowymi godzinami wpływa na wycenę, ale zwykle i tak wychodzi taniej niż zatrzymanie linii w środku tygodnia.
Czy trzeba usuwać produkt i surowiec ze strefy?
Zależy od tego, co czyścimy i jak blisko stoi. Przy zaolejonych urządzeniach odpryski brudu potrafią lecieć na kilka metrów, więc produkt albo osłaniamy folią, albo prosimy o jego wywiezienie. W zakładach spożywczych traktujemy to rygorystycznie i ustalamy zasady z osobą odpowiedzialną za higienę.
Co jeżeli w trakcie pracy wyjdzie usterka maszyny?
Zdarza się to regularnie, bo po zdjęciu osadu widać wreszcie pęknięcia, wycieki i zużyte elementy. Nie naprawiamy ich sami, natomiast fotografujemy i przekazujemy służbom utrzymania ruchu przed zakończeniem prac. Dla wielu zakładów ta diagnostyka jest dodatkową korzyścią, czasem cenniejszą niż samo czyszczenie.
Jak zabezpieczacie posadzkę i sąsiednie stanowiska?
Rozkładamy folię pod czyszczonym urządzeniem i tam, gdzie brud mógłby pryskać, a wrażliwe elementy osłaniamy przed rozpoczęciem pracy. Strefę oznaczamy taśmą i ustalamy z brygadzistą, kto może do niej wchodzić. Po skończeniu zbieramy osad, zwijamy osłony i zostawiamy posadzkę zamiecioną.
Co z tego wynika
Zdanie o tym, że linia nie może stanąć, rzadko oznacza, że nie może stanąć nic. Zwykle da się znaleźć okno, wygrodzić jedno stanowisko i zrobić robotę w godzinach, które i tak są stracone dla produkcji. Warunkiem jest planowanie z wyprzedzeniem: przegląd linii, próba na fragmencie i ustalenie formalności przed terminem. Tam, gdzie zakres przekracza możliwości okna serwisowego, uczciwiej podzielić prace na etapy niż obiecywać, że wszystko zmieści się w jedną sobotę.